Chcecie polskiego Macrona? Dajcie mu dane!

W maju upływa dokładnie rok od sensacyjnych wyborów prezydenckich we Francji wygranych przez Emmanuela Macrona – młodego, charyzmatycznego polityka o poglądach liberalnych i zdecydowanie proeuropejskich, który jako kandydat niezależny pokonał w II turze nacjonalistyczną i wspieraną przez Rosję populistkę Marine Le Pen. Spektakularny sukces obecnego prezydenta Francji odbił się szerokim echem na całym świecie – także i w Polsce publicyści i komentatorzy niechętni rządowi z upodobaniem oddają się polowaniu na „polskiego Macrona”. Miałby on, wzorem francuskiego pierwowzoru, być „nową twarzą” w polskiej polityce i zjednoczyć wokół siebie wyborców, którym bliska jest demokracja liberalna oraz integracja Polski z Unią Europejską, a następnie wyrwać nasz kraj z rąk PiS.

Zwolennicy koncepcji „polskiego Macrona” lubią podkreślać, że francuski prezydent odniósł swój sukces przede wszystkim dzięki swojej „politycznej świeżości” (choć był już wcześniej ministrem gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w lewicowym rządzie Manuela Vallsa), charyzmie oraz gotowości do bezpośredniej konfrontacji z nacjonalistycznym populizmem. Faktycznie, proeuropejski i optymistyczny przekaz Macrona był całkowitym zaprzeczeniem haseł Marine Le Pen odwołujących się przede wszystkim do strachu. W analizie tej pomijany jest jednak jeden istotny czynnik – choć charyzma i osobowość kandydata miały wpływ na jego sukces, to jednak ogromną rolę odgrywało też techniczne zaplecze jego kampanii. Marsz Macrona po prezydenturę był bowiem przede wszystkim skomplikowanym przedsięwzięciem politycznym, w którym perfekcyjnie wykorzystano możliwości, jakie dają dane.

Nie wiadomo, czy Macron mieszkałby dziś w Pałacu Elizejskim, gdyby nie spotkał na swojej politycznej drodze absolwenta Harvarda i byłego pracownika firmy McKinsey Guillaume’a Liegeya –  współzałożyciela start-upu Liegey Muller Pons. W czasie swoich studiów w USA ten francuski przedsiębiorca (wraz ze swoimi francuskimi kolegami Arthurem Mullerem i Vincentem Ponsem) zaangażował się jako wolontariusz w spektakularną kampanię prezydencką Baracka Obamy w roku 2008, która przeszła do historii także ze względu na wykorzystane narzędzia technologiczne. W czasie walki o Biały Dom aktywiści kandydata Demokratów byli bowiem „naprowadzani” przy pomocy aplikacji wykorzystującej dane statystyczne połączone z rejestrami głosujących i sympatyków partii  – to właśnie na tej podstawie typowani byli możliwy do przekonania wyborcy, których odwiedzali potem wolontariusze przekonujący do poparcia afroamerykańskiego polityka. Zainspirowani amerykańskim doświadczeniem francuscy przedsiębiorcy zdecydowali się następnie wykorzystać to rozwiązanie na Starym Kontynencie.

W roku 2012 firma Liegey Muller Pons zadebiutowała we francuskiej polityce i pomogła koordynować prace 40 tys. wolontariuszy Françoisa Hollande’a – kandydata Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich. Podobnie jak w USA, także i we Francji analiza danych nt. zarejestrowanych członków PS oraz ogólnodostępnych danych statystycznych i historycznych wyników wyborczych pozwoliła wytypować 5 mln drzwi, do których pukali potem wolontariusze. Kampania okazała się sukcesem – w maju 2012 Hollande zamieszkał w Pałacu Elizejskim, pokonując ubiegającego się o reelekcję Nicolasa Sarkozy’ego.

Być może to właśnie ten sukces sprawił, że na wiosnę 2016 do firmy Liegey Muller Pons zwrócił się o pomoc ówczesny minister gospodarki Emmanuel Macron, który rozważał niezależny start w wyborach prezydenckich. Zadanie to było jednak znacznie trudniejsze niż w przypadku Obamy i Hollande’a – o ile ci dwaj politycy startowali z poparciem wielkich partii politycznych o ponad stuletniej historii i mogli swobodnie korzystać z owoców ich prac programowych, rejestrów członków i sympatyków oraz zebranych przez nie danych, to sztab Macrona zmuszony był do stworzenia programu wyborczego oraz zbierania informacji „od zera”. Co więcej, francuskie prawo dotyczące przetwarzania danych osobowych jest bardzo restrykcyjne: listy wyborców zarejestrowanych w okręgach są tajne, a kupno danych osobowych od innych firm – zakazane.

Trudności te nie odstraszyły jednak ani sztabu Macrona, ani wynajętej przez niego firmy. W celu przygotowania kampanii wyborczej została przeprowadzona operacja zwana „wielkim marszem” (la grande marche). W jej pierwszej fazie zwerbowano do współpracy ok. 5 tysięcy wolontariuszy. Następnie, przy pomocy stworzonej specjalnie w tym celu aplikacji wykorzystującej ogólnodostępne dane statystyczne oraz wyniki poprzednich wyborów, wyznaczono te obszary Francji, które można było uznać za reprezentatywne dla całego kraju i skierowano tam aktywistów.

W przeciwieństwie do kampanii Obamy i Hollande’a wolontariusze nie zachęcali jednak wyborców do poparcia Macrona, lecz wspierali prace nad programem wyborczym, który miał zagwarantować kandydatowi zwycięstwo. Zadawali oni swoim rozmówcom pytania dotyczące ich oceny sytuacji w kraju, zmartwień oraz powodów do radości, a następnie za pomocą smartfonów wysyłali odpowiedzi (spisane w specjalnych kwestionariuszach) do centralnej bazy danych (początkowo testowano nagrywanie rozmów i wykorzystanie aplikacji do rozpoznawania mowy, lecz nie działało to wystarczająco dobrze). W tym etapie „wielkiego marszu” pukano do 300 tys. drzwi, rozmawiano ze 100 tys. Francuzów i wysłano 25 tys. kwestionariuszy.

Kolejnym krokiem było badanie zebranej treści (ok 1,5 mln słów). W tym celu zaproszono do współpracy inny francuski startup – firmę Proxem, która specjalizowała się w wykorzystującym sztuczną inteligencję oprogramowaniu przeznaczonym do analizy rozmów. Analiza ta pokazała, że dla reprezentatywnego wyborcy najważniejszymi tematami była rodzina i ochrona socjalna, a za kluczowe wartości uznawał on solidarność i spójność społeczną. Francuzi oczekiwali też odnowy życia politycznego – twierdzili, że ich głos był ignorowany przez polityków. Badania pokazały także, że francuskie społeczeństwo bardzo mocno przeżyło falę ataków terrorystycznych, która dotknęła kraj w latach 2015-16.

Ostatnim  etapem przygotowań były trzy „testowe” konwencje zorganizowane w październiku 2016 r., w czasie których sprawdzono reakcję potencjalnych wyborców na przekaz stworzony w oparciu o dane zebrane przez wolontariuszy. Spotkania te zakończyły się spektakularnym sukcesem frekwencyjnym – były też śledzone za pomocą mediów społecznościowych. Sukces tych spotkań skłonił Macrona do podjęcia ostatecznej decyzji –  16 listopada 2016 r. polityk ogłosił swój start w wyborach i rozpoczął swój zwycięski pochód do Pałacu Elizejskiego.

Opisane przedsięwzięcie pokazuje, jak nieprawdziwy jest pokutujący w polskiej publicystyce obraz kandydata, który odniósł sukces tylko i wyłącznie dzięki własnej osobowości i poglądom. Choć oczywiście przyznać trzeba, że Emmanuel Macron jest kompetentnym i charyzmatycznym politykiem, to jednak wszystko wskazuje na to, że bez odpowiedniego wykorzystania możliwości, jakie dają dane, tak spektakularne zwycięstwo nie byłoby możliwe. Co więcej, solidnym dowodem tego, że prezydent Francji świadomy jest znaczenia big data jest fakt, że w styczniu 2018 wezwał, by Europa rozwijała swój potencjał w tym obszarze tak, by dorównać USA oraz Chinom. (Na marginesie warto też dodać, że Macronowi sprzyjało także szczęście – objawiło się ono poprzez kompromitację kandydata centroprawicowych Republikanów Françoisa Fillona, któremu media udowodniły fikcyjne zatrudnienie swojej żony na stanowisku asystentki parlamentarnej).

Oparta o nowe technologie i wykorzystanie danych kampania obecnego prezydenta Francji jest też celną wskazówką dla polskiej opozycji demokratycznej, a także dla publicystów trudniących się poszukiwaniami „polskiego Macrona”. Nie wystarczy tylko dobry kandydat (bo Emmanuel Macron ma predyspozycje i cechy do kierowania jednym z najważniejszych państw świata)– za liderem stać muszą profesjonaliści wiedzący, jak wykorzystać na jego korzyść możliwości, jakie dają dane. Dopiero takie połączone pozwoli odnieść spektakularny sukces w najbliższych wyborach.

Źródła:

Zdjęcie w nagłówku pt. Emmanuel Macron en décembre 2014 autorstwa OFFICIAL LEWEB PHOTOS zostało opublikowane na licencji CC BY 2.0

Polecamy także

O Autorze: Łukasz Dąbroś

Absolwent Szkoły Głównej Handlowej (ekonomia) i American Institute on Political and Economic Systems mający wiele lat doświadczenia w pracy analitycznej dla think-tanków oraz ugrupowań politycznych. Zainteresowany naukowym podejściem do polityk publicznych oraz wykorzystaniem nowych technologii w tym zakresie.